W czasach, w których chodziłam do szkoły podstawowej  bardziej niż w obecnych  widać było po dzieciach, które pochodzą z bogatszych rodzin. Nie było dużo takich osób przynajmniej w moim otoczeniu. U mnie w rodzinie również się nie przelewało. Pamiętam jak rodzice popołudniami po pracy składali długopisy, byleby dorobić grosza do rodzinnego budżetu.Mama również zajmowała się dystrybucją kosmetyków,był to pierwszy mlm, z którym się spotkałam. W wieku trzynastu lub czternastu lat nie pamiętam teraz dokładnie po raz pierwszy wzięłam do rąk gazetę z ogłoszeniami o pracę i zaczęłam szukać sama jeszcze nie wiedziałam wtedy, gdzie i jaką w tym wieku znajdę pracę. Znalazłam ofertę sprzedaży krzyżówek, z której część dochodów była przeznaczana na chore dzieci z fundacji. Zadzwoniłam pod wskazany numer telefonu i usłyszałam, że bez zgody rodzica na piśmie nie będę mogła zająć się dystrybucją. Poinformowałam mamę, że chcę spróbować dorobić do kieszonkowego taką pracą, a jednocześnie pomóc chorym dzieciom. Ustaliłyśmy, że będę mogła kilka dni w tygodniu zająć się akwizycją po odrobieniu szkolnych zadań domowych. Mama widziała mój zapał i nie zabraniała, ani nie negowała mojej decyzji. Była szczęśliwa, że już od najmłodszych lat próbuję odpowiedzialnie podchodzić do pewnych życiowych kwestii. Zdawałam sobie sprawę, że nie będzie łatwo pukać do drzwi z krzyżówkami w ręku i proponować zakup. Każdy mógł takiego smarkacza w każdej chwili przegonić. Chodziłam od drzwi do drzwi, nie mając od razu rezultatów. Szczęśliwa jednak byłam samą myślą, że pracuję i mogę w ten sposób pomóc chorym dzieciom , a radości z pierwszych drobnych zarobionych  w życiu pieniążków nie zapomniałam do dziś. Pamiętam raz w teren wzięłam młodszego o cztery lata brata i w ten dzień miałam lepsze efekty niż kilka dni wcześniej. Ludzie widząc parę dzieciaków, zwłaszcza małego lokatego chłopczyka z litości pewnie kupowali :).Raz na kilka miesięcy myłam sąsiadce starszej okna, w średniej szkole dorabiałam w sklepach na promocjach produktów. Po paru latach przystąpiłam również do firmy zajmującej się dystrybucja kosmetyków, ale innej niż mama. Swoje pierwsze pomysły na kampanie reklamowe,sposoby dotarcia do klienta. Z tym drugim nie było trudno 🙂 Były to nowości na polskim rynku i największe grono klientów miałam wśród znajomych mamy z pracy,rodziny. Pierwsze kampanie reklamowe,zakreślanie markerami pewnych informacji w katalogach przyciągających uwagę,swoje osobiste bonusy,promocje. Czułam jednak niedosyt związany z narzędziami. Już w tamtych czasach miałam wizję prawdziwego mlm. Mój pierwszy życiowy egzamin zaczął się w drugiej klasie liceum, gdy zaczęły się moje problemy zdrowotne. Miałam osłabioną odporność, często chorowałam i decyzją lekarza zostałam skierowana do szpitala. Cały proces wraz z rekonwalescencją  trwał około dwóch miesięcy. Profesorka z biologii od zawsze wszyscy o tym wiedzieli miała jakieś zawyżone ambicje, gdyż uczęszczając do klasy o profilu z rozszerzonym językiem angielskim przerabialiśmy dokładnie takie same ilości wiedzy i materiałów co klasa z profilem biologiczno-chemicznym. Nie byłam w stanie nadrobić wszystkiego od razu, a nauczycielka wykazywała się znikomą empatią  powtarzając, że jak nie nadrobię w określonym czasie materiałów będę z przedmiotu zagrożona. Tak mocna te informacje odciskały na mnie piętno, że skupiałam się tylko na tej feralnej biologii, a z innych przedmiotów nie nadążałam. Były niecałe dwa lata do matury wspólnie z mamą, na którą zawsze mogłam liczyć i o wszystkim porozmawiać podjęłyśmy decyzje o zmianie szkoły. Lubiłam się uczyć, zwłaszcza z przedmiotów humanistycznych, w których miałam bardzo dobre wyniki. Choroba, powrót do szkoły, w której nie otrzymałam wsparcia, a tylko karę za moje nieobecności – bo tak to wtedy odczuwałam zniechęcały mnie do realizacji swoich marzeń i coraz bardziej podcinały skrzydła. Decyzja podjęta, papiery ze szkoły przeniesione do Liceum oddalonego o 45 minut jazdy tramwajem. Nie mogłam sobie już pozwolić na komfort wstawania po godzinie siódmej rano rozpoczynając lekcje na godzinę ósmą.  O godzinie 6.55 najpóźniej 7.05 musiałam siedzieć już w tramwaju na początkowym przystanku, na którym wsiadały ze mną może z dwie osoby, wysiadając na przedostatnim. W mojej klasie drugim obcym obowiązującym językiem był rosyjski. W większości drugim poza angielskim był niemiecki. Znalazłyśmy takie liceum za  Sosnowcem dokładnie w Milowicach. Nie przeszkadzało mi to, ani przez chwilę. Nie raz wracając do domu zwłaszcza zimą zmarznięta  na przystanku w oczekiwaniu na tramwaj, który często  nie docierał, zmęczona zasiadałam do nauki często do późnych godzin, rano pobudka i tak przez dwa lata. Klasa przyjęła mnie z sympatią , zyskałam nowych znajomych. Determinacja moja była tak silna, że podjęłam nawet decyzję o zdawaniu matury z biologii do której poprzednia szkoła zniechęciła mnie skutecznie 🙂 W klasie maturalnej dwa miesiące przed maturą zmarł tragicznie mój tata.  Pierwszy poważny życiowy cios w tak młodym wieku i prawdziwy egzamin dojrzałości przede mną. Myślałam, że tym ciosem były wydarzenia, które opisałam wcześniej. Z dnia na dzień runęło wszystko: pomysły na życie, chęć podejścia do matury, pustka w głowie, sercu. Nie miałam sił przygotowywać się do matury. To była jednak chwila. Odzyskałam siły uzmysławiając sobie ile mama musiała mieć i odnajdywać w sobie sił. Nie raz mając ciężko ostatnie grosze wydawała na moją edukację np. korepetycje z języka angielskiego. Zdałam maturę, nie poszłam od razu na studia,tylko na dwuletnie policealne studium marketingu i organizacji reklamy, gdyż chciałam mieć po liceum ogólnokształcącym jakiś zawodowy fach i w między czasie upewnić się, że decyzja o kierunku studiów jaki wybrałam będzie odpowiednia. W wakacje rozpoczęłam swoją pierwszą poważną pracę. Była to praca na dużym katowickim targowisku tzw. „hałda załęska” na stoisku z butami. Właściciel tego stoiska stał dwa namioty dalej. Pierwszy raz miałam do czynienia z obrotem gotówki, nie małej i nie mojej. Unikałam jak ognia prac związanych ze sprzedażą w sklepach itp. Co miało związek z pieniędzmi. Kiepska byłam od zawsze z matematyki, a tym bardziej nie byłam oswojona z większymi kwotami pieniędzy. Praca trafiła się na całe wakacje trzeba było przełamać wewnętrzne obawy. Udało się. Pierwszy dzień,drugi,kolejne dni…..Tak się rozkręciłam, że w jeden dzień  sama dokonałam nie małego utargu jak się później dowiedziałam od szefa na butach, które On od dwóch lat nie mógł sprzedać. Czułam wtedy taką niesamowitą satysfakcję i przekonanie, że kierunek studium policealnego jaki wybrałam był odpowiedni do moich kiełkujących zawodowych predyspozycji. Z każdym dniem szło mi coraz lepiej, stawałam się coraz odważniejsza. Inni handlowcy zaczęli się do mnie przekonywać, polubili. Nie przeszkadzał mi fakt wczesnego chodzenia spać mimo, iż znajomi przesiadywali do późnych godzin poza domem, ani wstawania o trzeciej nad ranem, by dostać się do pracy z przesiadkami na godzinę piątą. Polubiłam tę pracę, gdyż czułam się lubiana,dobrze sobie zawodowo radziłam. Kolejny raz przekonałam się, że nie tyle praca w handlu na targowisku, ale praca z ludźmi sprawia mi satysfakcję. Zarobione pieniądze przeznaczałam na uzupełnianie braków w garderobie. Nie były to zachcianki, tylko wymiana na nowe ubrania. Kolejne zawodowe kroki staż absolwencki,pierwsza praca w sekretariacie w biurze ochrony. Swoje pierwsze zarabiane pieniądze na etacie przeznaczałam na czesne za studia,raty na komputer i dokładanie do domowego budżetu.Po półtora roku zaczęłam się dusić siedząc osiem godzin w zamkniętym pomieszczeniu umawiając szefa na spotkania,podając kawki,przekładając i segregując korespondencję do odpowiednich działów. Powędrowałam  więc w stronę telemarketingu i spędziłam w tym zawodzie prawie dwa lata. W między czasie byłam już na studiach.Nie jest to łatwa praca i nie chodzi nawet o tembr głosu, ale przede wszystkim o wzbudzenie zaufania, zainteresowania osoby, która Cię nie widzi, nie zna, a Ty w kilka pierwszych sekund musisz zainteresować rozmówcę i swoja osobą i produktem, który trzeba sprzedać. Nie raz miałam ciężkie chwile, niemoc. Inni miewali wyśmienite wyniki , a ja doganiałam ich tylko w połowie i to nie zawsze. Nie poddawałam się , szukałam rozwiązań, sposobów na to by móc być skuteczną telemarketerką, taką jak koledzy i koleżanki, którzy pracowali parę lat w zawodzie. Mój lider podczas jednej z rozmów powiedział mi, że wymagam zbyt dużo od siebie jak na tak krótki okres pracy w tym zawodzie i to może mnie szybko wypalić. Nie znał mnie co mógł powiedzieć ocenił mnie statystycznie. To fakt, zawsze miałam ambicje w krótkim czasie osiągać doskonałe wyniki i kierować się w kierunku ludzi idących w przód nie w tył. Praca w telemarketingu okazała się niezbyt odpowiednia dla mojego zdrowia. Miewałam  częste problemy z krtanią, jednak wniosła nowe cegiełki do mojego zawodowego doświadczenia. Pod koniec studiów miałam ambicję iść jeszcze dalej. Nie mając kompletnie doświadczenia w bankowości, ani zawodowego,ani prywatnego  postanowiłam złożyć aplikację do banku, który jeden ze swoich oddziałów otwierał w Mysłowicach. Poinformowałam o tym fakcie rodzinę, mojego chłopaka. wszyscy byli zdziwieni pozytywnie, a zarazem podchodzili sceptycznie i próbowali ostudzić mój zapał bym się nie rozczarowała jeśli nie dostanę tej pracy. Zdecydowałam ostatecznie studiować filozofię, nie ekonomiczne kierunki jakich było w owym czasie zatrzęsienie.Szansę według rodziny były znikome. Ja wierzyłam bardzo mocno, że dostanę tę pracę.Byłam przekonana, że moje zawodowe atuty związane z pracą z klientem,przekonanie i wiara w siebie wygrają. Zadzwonili! przeszłam pierwszy,drugi kolejny etap. Dostałam tę pracę. Mieszkałam w śródmieściu Mysłowic, a praca była w centrum miasta- dziesięć,piętnaście minut pieszej drogi. Nowe perspektywy,marzenia,cele,ambicje.Radość moja była przeogromna. Nowa wiedza, nowa branża,obsługa kasowa, której tak długie lata się bałam 🙂 bezpośrednia obsługa klienta nie mogłam się już schować po drugiej stronie słuchawki telefonicznej. Pierwsze budowanie relacji,wzbudzanie zaufania,budowanie swojego wizerunku. Nie raz bywały sytuacje, w których para starszych ludzi stała w kolejce do mojego stanowiska mając tylko wpłatę raty mimo,iż u koleżanki stały trzy osoby mniej niż przy moim stanowisku. Wzbudzało to we mnie radość i spełnienie jako człowieka, które odczuwam do dziś niektórych podobnych okolicznościach. Po trzech latach otworzyłam swoją firmę, która związana była z branżą nieruchomości i finansów. Skończyłam drugi kierunek studiów na studiach podyplomowych związanych z branżą nieruchomości uzyskałam państwową licencję. Firma moja działała w oparciu o franczyzę. Zdecydowałam się na taki krok,gdyż od zawsze uważałam, że w zespole siła. Było to związane z niemałymi comiesięcznymi kosztami. Jednakże wypracowana długoletnia pozycja marki na rynku w połączeniu z moją rzetelną pracą zaczęła owocować. Nie dawałam nigdy odczuć klientom, że nastawiona jestem tylko na zyski z transakcji. Zaczynałam zawsze od budowania relacji,wzbudzania zaufania oraz poświęcaniu czasu na dokładne wyjaśnienie i opisanie szczegółów  mojej pracy związanej z powierzeniem w moje ręce nieruchomości właściciela. Moje życie prywatne pod koniec 2011 roku obrało mocno niekorzystny kurs. Nie byłam w stanie poradzić sobie z rozpadającym małżeństwem i prowadzeniem Firmy. Administracja,rekrutacja,wdrażanie,szkolenia pracowników,praca w terenie z klientami. Wszytko to było na mojej głowie. Nie miałam żadnego wspólnika. Byłam z tym wszystkim sama. Nie raz po godzinach siedziałam sama w biurze i zastanawiałam się kiedy ja to osiągnęłam 🙂 Moją jedyną zawodową wspólniczką była moja wiara w siebie,determinacja w dążeniu do lepszego jutra i budowa wizerunku, który owocuje po dziś dzień. Biura nieruchomości nie prowadzę już od 2012 roku i obecnie żyję w Holandii. Zdarzają się jeszcze czasami sytuacje, że dodzwoni się ktoś do mnie informując, że otrzymał kontakt w sprawie nieruchomości bądź doradztwa finansowego z polecenia. Życzę każdemu wypracowania takich relacji oraz wizerunku. Satysfakcja jaką czuję w takich sytuacjach jest przeogromna. Zawód pośrednika w obrocie nieruchomościami jest zawodem niestety mocno popsutym przez osoby nastawione tylko na zyski. Brak zaangażowania oraz poznania potrzeb klienta oraz wiele innych aspektów nie tylko przyczyniają się do psucia tego zawodu, ale widać to dość mocno również podczas mojej działalności w internecie. Mało kto myśli perspektywicznie,liczą się tylko zyski tu i teraz. To błąd duży błąd, który może zaważyć na Twoim zawodowym biznesie, a co gorsza wizerunku Twojej osoby. Mam nadzieję, że poznając mnie z dnia na dzień lepiej, niezależnie od tego czy będziesz korzystać z moich produktów lub jeśli  budujesz swój biznes stacjonarnie lub poprzez internet przekonasz się, że działania nastawione tylko na zysk, w krótkim czasie nie licząc się z Twoimi partnerami biznesowymi, współpracownikami czy klientami nie są dobre nawet na chwilę. Łatwo jest stracić zaufanie, zdobyć je o wiele ciężej. Moje doświadczenia prywatne i zawodowe nieraz owocowały i owocują do teraz dbaniem o relacje. Jestem tutaj po to by inspirować do działania osoby z głową pełną pomysłów, które tak jak i ja kiedyś nie wiedziałam jak zamieniać pomysły w pieniądze. Mam nadzieję, że moje długoletnie doświadczenia pomogą i Tobie odnosić zawodowe i prywatne sukcesy.
Zapisz się na mój Newsletter

Imię
Adres e-mail

Twitter
DembskaDominika on Twitter
7 people follow DembskaDominika
Twitter Pic DemczukK Twitter Pic plabiak8 Twitter Pic jakubjza Twitter Pic zaczynas Twitter Pic Zarabiaj Twitter Pic knura050 Twitter Pic MIZIURAj

Dołącz

Share this post with your friends!